czwartek, 29 listopada 2012

Tak zwane promocje...

Witajcie!

Jak mnie to wkurza!Wielka promocja,a potem okazuje się,że dany produkt jest z końcem daty przydatności.Najczęściej oczywiście okazuje się to w domu.Choć staram się sprawdzać daty już w sklepie.Czasem jednak zapominam,a oszuści na tym korzystają.
Ostatnio zdarzyło mi się to dwa razy: w jednym ze sklepów prywatnych sieciowych oraz w sklepie państwowym.Czyli oszukują nie tylko prywaciarze,ale i nasze państwo.Wrrr!

Jeśli dany produkt ma koniec daty,to klient-konsument powinien o tym wiedzieć jeszcze przed włożeniem go do koszyka.

Uważajcie,bądźcie czujni w trakcie zakupów,szczególnie przed świętami!

Pozdrawiam,

MsDot24


piątek, 23 listopada 2012

Jeden dylemat mniej:)

Witajcie!

Odkąd moja córcia potrafi pokazać czy powiedzieć po swojemu swoje zdanie,to jestem o nią spokojniejsza,gdy opiekuje się nią ktoś inny niż ja sama. 

Gdy była noworodkiem,a później niemowlaczkiem,bardzo nie lubiłam zostawiać jej pod opieką innej osoby.Tym bardziej,że karmiłam piersią.
Zdarzało się to tylko w sytuacjach,kiedy nie było innego wyjścia.I to tylko na przysłowiową godzinkę.

Najbardziej bałam się,że zgłodnieje,a nic innego poza moim mlekiem nie "jadła". Tylko ja mogłam ją nakarmić.
W tym miejscu zrozumieją mnie pewnie tylko te mamy,które karmiły wyłącznie piersią i nie odciągały pokarmu,bo ich dzieciątka nie tolerowały żadnego smoczka.(Moja córcia nawet tego uspokajającego-ku mojej radości:)

Wiedziałam,że tylko ja rozumiem swoje dziecko najlepiej-spędzałam i spędzam z  nią najwięcej czasu.Ja najlepiej czułam,kiedy moje dzieciątko potrzebuje utulenia,a kiedy świętego spokoju itp.

Inaczej było,gdy maleńka musiała zostać pod opieką swojego taty,a mojego męża,albo mojej mamy,niż pod opieką mającej najlepsze zamiary i chęci teściowej...Jej sposób opieki różni się znacznie od sposobu mojej mamy.I oczywiście,gdy zostawiałam córeńkę pod opieką mojej mamy,byłam znacznie spokojniejsza.

Ale tak,jak już wspomniałam,to głównie wyrażanie swojego zdania przez moją córcię (na swój sposób oczywiście) spowodowało,że ze spokojem mogę zostawić moje dziecko pod opieką wspomnianej teściowej;)
Ostatnio teście zabrali swą wnusię na spacer i byłam całkowicie spokojna.
A jeszcze jakiś czas temu,gdy mała była niemowlaczkiem i zabrali ją na spacer,to od pierwszej sekundy za nią tęskniłam i się o nią martwiłam...

Teraz wiem,że mała nie zje,tego,czego nie chce,nie pójdzie tam,dokąd nie chce,nie pójdzie do kogo nie chce.Pokiwa twierdząco główką,lub zdecydowanie odmówi:)

Chociaż inne posiłki je już od dawna (sama odrzuciła moje mleko i nie chce pić żadnego innego...),to nie tylko nakarmienie dziecka było powodem mojego spokoju.
Chodziło głównie o to,że ja jako mama najlepiej rozumiałam swoje dziecko.


Czy tylko ja jestem mamą,która wie,że jako jedyna na świecie najlepiej rozumie swoje dziecko?;)


Pozdrawiam,

MsDot24




czwartek, 8 listopada 2012

Zdobycze książkowe :)

Witajcie! :)

Już któryś raz z kolei trafiłam do jednej ze znanych księgarni i wybrałam sobie tanie książki. Zawsze są do wyboru dwa "kosze" pełne różnych tytułów.


Tym razem mój mąż wybrał wyklejankę-kolorowankę "Pocztówki malucha" dla naszej córeńki (na przyszłość),


a ja znalazłam "Być rodzicem-to takie proste!" oraz "Aforyzmy pesymisty. Przywracają wiarę w ludzi i człowieka".
Wyklejanka kosztowała 2,99zł (przecena z 4,99zł ), a każda z książek 5zł (przecena z 19,90zł).

Obie czytam i z obu jestem bardzo zadowolona.

Ta pierwsza pisana przez kobietę (Marię Szarf) i mężczyznę (Marcina Przewoźniaka), jest mi bardzo bliska.Autorzy przedstawiają bycie rodzicem z perspektywy obu płci.Już zdążyłam się pośmiać, więc podoba mi się jeszcze bardziej.




Na której stronie się otworzy, na tej czytam-chodzi o tą drugą książkę. Bardzo trafne powiedzenia i cytaty, nad którymi trzeba się chwilę zastanowić.



Bardzo często zakupuję też książki w jednym z sieciowych detalicznych sklepów spożywczych.Za bardzo przystępną cenę można tam wybrać ciekawe pozycje-zarówno dla dzieci, młodzieży oraz dorosłych.



Czy też lubicie grzebać w koszach z tanimi książkami w poszukiwaniu perełki, która umili Wam wolny czas i wzbogaci domową biblioteczkę?

Pozdrawiam,

MsDot24

piątek, 2 listopada 2012

Coś innego :)

Witajcie!:)

Mieszkając pewien czas w Niemczech, a także wcześniej będąc na wymianie szkolnej, zauważyłam różnice. Odmienność Polski i Niemiec, Polaków i Niemców.

1.W szkole nasi rówieśnicy nie musieli się uczyć encyklopedii na pamięć-wszystkich dat, faktów, definicji itp..Ich wiedza jest znacznie uboższa od naszej, za to bardziej ukierunkowana.

2.Szef/właściciel firmy jak trzeba, to i za miotłę chwycił i nie było to nic dziwnego ani poniżającego.

3.Każdy mieszkaniec dba o czystość okolicy swojego domu, nie tylko do ogrodzenia swojego trawnika, ale właśnie poza nim, czyli dba o czystość chodnika. Tak przynajmniej było w małej miejscowości.

4.Punktualność i dokładność ponad wszystko.

5.Witanie każdego w mniejszej miejscowości. Czyli np.starsza pani mówi "dzień dobry" młodszej kobiecie, gdy ta jest nie tylko znajomą sąsiadką, ale właśnie i nieznajomą turystką.

6.To pojawiło się niedawno i u nas, a tam było już dawno- drukowane recepty. Nawiasem mówiąc, dlaczego lekarze przypisali sobie bazgranie jako rzecz oczywistą i to kiedy chodzi o zdrowie człowieka?

7.Znowu ze służby zdrowia- posiadam do dzisiaj elektroniczną kartę zdrowia, na której są zapisane np. moje dane. Nie musiałam za każdym razem choćby się legitymować. Wiadomo też było, czy opłata za kwartał (korzystania z danej poradni, np.dentystycznej) jest aktualna.

8.Brak kontroli sprzedawców nad klientami w dobrym tego słowa znaczeniu, tego krępującego patrzenia na ręce, pytania "czy w czymś pomóc" od samego wejścia. Wiadomo, u nas w każdym widzi się złodzieja...Z kolei, jak potrzebuję pomocy, to sama się o nią zwrócę.

9.Niemcy są bardziej zamknięci w sobie, nie są wylewni, nie opowiadają tyle, co my, o swoim życiu prywatnym.

10.Czasem brak podstawowej wiedzy (w mniejszości na szczęście), np.o tym, że Polska sąsiaduje z Niemcami, że umiemy używać suszarek i także mamy sieciowe sklepy i markowe ubrania - tłumaczenie tego było dla mnie denerwujące.
Ten punkt oczywiście i bezdyskusyjnie na naszą korzyść:)

Pisząc tego posta, nie miałam na celu ukazać Polski gorszym świetle.Po prostu tak wyszło.
Wypisałam tylko różnice, które sama zaobserwowałam.I to, co mi się przypomniało.
Także to na pewno nie wszystkie różnice. Kolejność znowu nie ma znaczenia.

Jako Polka starałam się pokazać nasz kraj z najlepszej strony, a swoim zachowaniem zmienić utartą opinię o naszych rodakach. Jestem z siebie w tym zakresie bardzo zadowolona:)


A jakie Wy zauważyliście różnice, będąc za granicami naszego kraju?

Pozdrawiam i do napisania,

MsDot24


P.S.Innym razem napiszę o różnicach, które zaobserwowałam żyjąc (znacznie dłużej niż w Niemczech) w innym europejskim kraju.


poniedziałek, 29 października 2012

Nie cierpię...

Witajcie:)

Oto dlaczego mogę kogoś nie / przestać lubić lub w najlepszym wypadku po prostu "tylko" się zdenerwować.


Nie cierpię kiedy (kolejność nie ma znaczenia):


1.muszę coś po kimś poprawiać
2.ktoś jest chamski
3.ktoś jest nieszczery wobec mnie (traci moje zaufanie praktycznie na zawsze)
4.ktoś nie wykazuje własnej inicjatywy i mimo że daną czynność wykonuje enty raz,trzeba jemu mówić,co ma zrobić
5.ktoś nagminnie narzuca mi swoją wolę (oprócz np.nauczyciela czy lekarza ;)
6.ktoś jest tak flegmatyczny,że mnie swoim sposobem życia zmęczy
7.ktoś nie ma powołania do tego,czym się zajmuje i przez to jest nieszczęśliwy i wredny dla osób,które korzystają z jego pracy
8.ktoś myśli tylko o czubku własnego nosa,o tym,żeby się nie zmęczyć
9.ktoś zachowuje się tak,jakby był u siebie (szczególnie za granicą, np.wydziera się po polsku na cały market)
10.ktoś za często przeklina,aby "upiększyć" swoją wypowiedź.

I znowu napisałam tylko to,co akurat przyszło mi do głowy.

A co denerwuje Was u innych?

MsDot24

niedziela, 14 października 2012

Kosmitka?!

Witajcie:)

Czy tylko ja:
1.piję coś z kubka z łyżeczką (nie wyjmuję jej,aby nie brudzić spodka,talerzyka,podkładki itp.)
2.lubię te osoby,których przeważnie nie lubi nikt
3.wolę spód bułki niż jej wierzchnią stronę
4.muszę mieć wszędzie porządek zanim zacznę czytać książkę,przeglądać czasopismo itp.,bo inaczej bałagan mnie rozprasza
5.nie lubię spać pod ścianą,wolę spać z brzegu
6.jestem domatorką,choć uwielbiam podróże
7.wolę się umyć,niż zjeść,czyli jedzenie nie jest najważniejsze
8.nie lubię zostawiać w domu wszelkiego bałaganu,czyli przeważnie wychodzę na ostatnią minutę albo i się spóźniam,zanim uda mi się wszystko ogarnąć
9.jestem pedantką i książki muszą być poukładane rozmiarami
10.po imprezie wolę pozmywać i położyć się później spać niż wstać nazajutrz i powitać stosy do zmywania.

To przyszło mi na teraz do głowy.Więcej grzechów nie pamiętam;)

Czy Wy też robicie coś inaczej niż wszyscy? ;)
Pozdrawiam,MsDot24

środa, 10 października 2012

Koszmary historii...

Witajcie!
Dzisiaj smutny post.Zastanawiałam się,czy w ogóle o tym pisać.Stwierdziłam,że jednak się z Wami podzielę tym,co mnie czasem dręczy.

Akurat wczoraj oglądnęłam kolejny program dokumentalny o obozach i znowu często nachodzą mnie myśli o dramacie wojny...O dramacie ludzi-tych malutkich i tych dorosłych.

Jeszcze niedawno przed południem przez przypadek obejrzałam program "Gdzie rosną poziomki". Poszukując fajnej bajki dla mojej maleńkiej córeczki,wspomniany tytuł wyświetlił mi się na pasku telewizora i wydał interesujący dla maluszka.Nie spodziewałam się, że włączyłam program dla mnie samej...

Był on głównie o losach starszej pani i starszego pana,których ojcowie zostali zabrani na komisariat w celu przedstawienia się nowej władzy.Przynajmniej taka była oficjalna wersja,którą przedstawiono rodzinie i samemu zabieranemu.To były ostatnie chwile tych wtedy małych dzieci spędzone z własnym ojcem.Ich ojców oczywiście zastrzelono i zakopano w zbiorowym dole w jakimś tam lesie na Białorusi.
Starsza pani opowiadała,jak dwóch mężczyzn przyszło po jej ojca o 4 nad ranem,że ubrał on mundur,że przy pomocy swej mamy założyła tacie na szyi swój złoty łańcuszek z medalikiem...Że miała wtedy 4 latka...Jak wspominała o śladach w swojej pamięci o tacie,o jego krokach,o tym,jak brał ją na ręce...
Gardło mi ściska i łzy napływają do oczu,gdy teraz o tym piszę.
A jej mama czekała na swego ukochanego,bo nigdy prawda o jego śmierci nie wyszła na jaw.Nadzieję miała do samego końca.
Starsza pani i pan pojechali na miejsce,gdzie zakopywano trupy,by odnaleźć miejsce,gdzie leżą kości ich ojców...Celowo nie używam słowa "pochówek",bo takiego ceremoniału należnego każdemu zmarłemu człowiekowi po prostu nie było.Wiadomo,ciała wrzucano do dołów jak psy-to też słowa z programu.

Za to wczorajszy nocny program opowiadał o dzieciach,które urodziły się w niewoli niemieckiej-w obozie...Jak udało im się znaleźć i odnaleźć po odzyskaniu wolności w neutralnej Szwecji,jak wspominają swoich rodziców,rodzinę,życie w obozie.Jak na archiwalnych filmach rozpoznają swe mamy...Właśnie te dokumenty-filmy i zdjęcia-robią na mnie największe wrażenie i pozostają w pamięci.Tak samo,jak wspomnienia z obozu.Jak dzieci zostawały odbierane mamom.Jak nie wierzyły w zagazowywanie ludzi,bo było to dla nich niewyobrażalne.

Historia,która nie powinna się wydarzyć nigdy i nikomu.Dawno temu postrzegałam wojnę jako zło,jako nastolatka brałam udział w wycieczce do obozu (na letnich koloniach) i oglądałam wszystko jak to w muzeum-coś takiego było,było to straszne,ale dopiero będąc żoną i mamą naprawdę to przeżywam.

Tak się cieszę,że żyję w spokojnym czasie.A jestem tylko trzecim pokoleniem powojennym.Moja babcia miała 9 lat,gdy wojna wybuchła.
Jak to dobrze,że udało się przeżyć tylu osobom,że jeszcze żyją i chcą nam o tym opowiadać.

Za sprawą mojej córeczki nie byłam niestety w stanie obejrzeć żadnego programu dokładnie.Szkoda,bo na lekcjach tylko się o tym wspomina.

Czy Wy też macie taki niedosyt wiedzy na temat historii ludzi,których wojna dotknęła?

MsDot24

poniedziałek, 8 października 2012

W wolnym czasie...(kiedy to było?;)

Witajcie:)
Dzisiaj opowiem Wam o jednej z ulubionych czynności, którą wykonuję w czasie wolnym-a mianowicie o czytaniu.
Ostatnią książką, którą przeczytałam (wstyd się przyznać) od deski do deski byli "Krzyżacy" Sienkiewicza. Byłam wtedy w ciąży i miałam dużo wolnego czasu:)Postanowiłam też wtedy wziąć byka za rogi i w końcu przeczytać to,co wcześniej (w czasach o mój Boże!..podstawówki) zniechęcało mnie po pierwszych stronach.Samego autora,a właściwie jego dzieła,bardzo lubię,np. "Quo vadis",czy "Ogniem i mieczem". "Krzyżaków" spisałam już kiedyś na straty,ale się zawzięłam i przeczytałam-oczywiście nie żałuję,bo książka jest faktycznie godna polecenia.
Tylko nie w szkole podstawowej,a to ze względu na staropolszczyznę,która nawet dla mnie,dorosłej kobiety,była momentami niezrozumiała.Na szczęście w tym wieku potrafię już ominąć,to co niejasne i brnąć dalej,wyobrażając sobie to (bardziej lub mniej trafnie),co autor miał na myśli.
Jest jeszcze jedna książka Sienkiewicza,która czeka na swój czas:"W pustyni i w puszczy". I znowu pierwsze strony mnie zniechęcały, miałam kilka podejść,ale odpuszczałam (może przerwy były za długie i zawsze musiałam zaczynać od tego feralnego dla mnie początku...). Mam także zamiar stawić jej pewnego dnia czoła;)
Tak już mam,że książka potrafi mnie zainteresować lub zniechęcić skrótem na okładce lub pierwszymi dwoma,trzema zdaniami.
 
Od dłuższego czasu (prawie dwa lata!) próbuję przeczytać kolejną książkę,która jest z kolei interesująca od pierwszych zdań.Jednak tym razem to brak wolnego czasu jest przeszkodą.Gdy ją przeczytam,to na pewno wspomnę o niej w jednym z moich postów.

A czy Wy też macie takie pozycje w literaturze,którym daliście prawdziwą szansę (mam cichą nadzieję,że tak:)?

Pozdrawiam i do usłyszenia!
MsDot24

wtorek, 2 października 2012

Miłe zaskoczenie:)

Witam!
Moje dziecię właśnie ma drzemkę, podobnie jak mój mąż:) A ja mam chwilę, żeby postukać w klawiaturę.Właśnie otrzymałam dwa komentarze od jednej z blogerek (nie mogę jeszcze napisać, że czytelniczki, bo mogłoby to być określenie na wyrost;), które to bardzo mnie ucieszyły i miło zaskoczyły.Nie spodziewałam się, że ktoś "mnie" czyta, a tym bardziej, że poświęci swój cenny czas na komentowanie. Friday - jeszcze raz Ci w tym miejscu dziękuję:)
Jak na razie, to otrzymuję dziś same miłe wiadomości: rano od lekarki, że moja córeńka jest już prawie zdrowa (miała zapalenie gardła plus katar i trochę kaszlu), dodatkowo zaczęła chodzić-hurra! i jeszcze telefon, że mam jutro iść na próbę do pracy, o którą się dziś ubiegałam. A do wieczora jeszcze trochę czasu;)

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających i życzę Wam także fajnego dnia!
MsDot24

niedziela, 30 września 2012

Nowa mama...

Witam!
Jestem już po ślubie ponad dwa lata,a dopiero niedawno nauczyłam się mówić do "obcej" mi kobiety mama.Nie było to dla mnie łatwe,bo słowo mama, a właściwie zdrobnienie tego słowa, jest u mnie zarezerwowane wyłącznie dla jednej jedynej osoby na tej ziemi.Do mojej prawdziwej mamy nigdy nie zwróciłam się inaczej niż zdrobniale.A do tej przyszywanej nawet zwykłe mama było bardzo trudne.Dzięki mojej córeczce jest jeszcze na szczęście wersja babci i w ten sposób nazywam często mą teściową.
Oczywiście słowo mama skierowane do niej wymawiane przeze mnie nie ma żadnego uczucia,jest takie mechaniczne.I używam go tylko wtedy,gdy inaczej nie można;)Trochę łatwiej przyszło mi nazywać teścia tatą,ale to tylko nawiasem mówiąc.

A jak było/jest u Was?Czy jestem w mniejszości osób,którym nazywanie nowych rodziców przyszło z trudnością i z... czasem?

MsDot24

piątek, 28 września 2012

Jak się tu znalazłam?

Witam ponownie:)W sumie,to nie wiem,czy ktoś to czyta,ale być może,więc wypada się przywitać:)

A jak się tu znalazłam?Otóż za sprawą Nissiax83,którą w tym miejscu bardzo serdecznie pozdrawiam.
Oglądam filmiki i jestem jej subskrybentką od samego początku.Zaczęła prowadzić uzupełniającego jej kanał na YT bloga,którego czytam regularnie z zainteresowaniem i przyjemnością.W ulubieńcach mam tu głównie blogerki polecane właśnie przez Nisię,a to dlatego,że mamy podobny gust,a ponadto ja sama nie mam czasu wyszukiwać "moich" perełek.
I rzeczywiście te blogi polecane przez Nisię są dla mnie idealne.

Już jakiś czas temu przeszło mi przez myśl,że i ja mogłabym spróbować swoich sił w blogowaniu,a kilka dni temu po prostu się za to zabrałam.Osobiście uważam,że zdjęcia są wspaniałym uzupełnieniem każdego bloga,więc pewnie i ja zacznę się lada chwila "ilustrować". Nie wiem,czy będę mieć czas na codzienne posty i czy w ogóle będę mieć na nie wystarczająco dużo pomysłów.Ale chcę spróbować.Jeśli komuś miałoby się coś z mojego doświadczenia przydać,to tym bardziej będę mieć motywację.
To na tyle dzisiaj.

A jak Wy się znaleźliście na blogu - czytając inne,czy też pisząc własny?

Do usłyszenia!
MsDot24:)

środa, 26 września 2012

Co kupić dla maluszka na prezent "odwiedzinowy"?

Witam!
Myślę,że takie odwiedziny czekają kiedyś każdego,dlatego temat posta może być przydatny.
Nie będąc jeszcze mamą,ja sama kupowałam dla maluszków moich koleżanek ubranka-przeważnie śpioszki,zabawkę lub kosmetyk,np.płyn do kąpieli.
Teraz wiem,że to były dobre pomysły:)Bardzo cieszą  mnie teraz takie prezenty dla mojego dziecka.

Ale wiem,że dla niektórych to czarna magia,dlatego chciałabym podpowiedzieć,jak się w tym nie pogubić.
Przede wszystkim wystarczy wybrać się do sklepu lub działu dla małych dzieci.

Jeżeli dziecko nie ma alergii,czy uczuleń,to można mu kupić wszystko:) Od pieluszek poprzez zabawki aż do ubranek.Starszym (takim po 5 miesiącu życia)-także i jedzonko (mam na myśli słoiczki przeznaczone dla maluszków).

Lista pomysłów:
1.ubranko,
np.body,śpioszki,pajacyk-rozmiar najlepiej,gdy określony jest wiekiem dziecka,np.0-3 m-cy,bo długość nie zawsze możemy znać.I to takie,które nie tylko ładnie wygląda,ale które np.nie ma zapięć na pleckach i wykonane jest z bawełny.
2.zabawka,
np.grzechotka,piłeczka-również na opakowaniu powinno być napisane,dla której grupy wiekowej jest przeznaczona.
3.kosmetyk,
np.krem na odparzenia (polecam Sudocrem) lub puder (zależy,czego mama używa),żel do mycia (zawsze się przyda),balsam lub oliwka (najlepiej zapytać mamy,czego używa),czy  nawilżone chusteczki (bardzo szybko się zużywają). Najlepiej znanej firmy,np.Nivea Baby, Hipp, J&J itp.


I pomysły dla babć czy sióstr;)z których mogą też skorzystać osoby mniej bliższe dziecku:
4.pieluchy,
obecnie nazywane "pampersami"-najlepiej zapytać,jaki rozmiar i jakiej firmy,waga określona na opakowaniu nie zawsze przekłada się na cel w "10";)
5.proszek do prania ubranek niemowlęcych białych/kolorowych

Tym bliższym osobom polecam przyglądnąć się,co dana mama trzyma w pobliżu przewijaka, zwrócić uwagę,czego używa podczas przewijania maluszka.

Mam nadzieję,że trochę Wam podpowiedziałam.

A co Wy kupujecie na taki odwiedzinowy prezent dla maluszka?

Pozdrawiam i do napisania!
MsDot24




wtorek, 25 września 2012

Przemyślenia młodej mamy

Witam!
Macierzyństwo wyobrażałam sobie inaczej przed ciążą i inaczej będąc już w tym błogosławionym czasie.

Przed-budowałam sobie obraz mamy,obserwując inne mamy, w tym moją własną.Potem z brzuszkiem naczytałam się i naoglądałam przeróżnych czasopism typu: "Dziecko", "Mamo to ja", "Mam dziecko" itp.itd.,zapisałam się i aktywnie uczestniczyłam w jednym z forum dla przyszłych mam oraz uczęszczałam do szkoły rodzenia.I w tej szkole właśnie najbardziej do mnie dotarło,jak może wyglądać to całe macierzyństwo.Może to ze względu na to,że do porodu niewiele czasu zostało,a może za sprawą lalek bobasów,które trzeba było nakarmić,przewinąć,a może za sprawą obejrzanych tam filmów.

Jednak dopiero po porodzie dowiadujemy się,jak to jest naprawdę.Bo jest i kolorowo,jak w czasopismach i w reklamach i mniej kolorowo,o czym też w sumie można poczytać,posłuchać,czy zobaczyć gdzieś na filmach.

Podsumowując: macierzyństwo to najpiękniejsza rzecz jaka mogła mi się w życiu przytrafić!Od pierwszej chwili,gdy dowiedziałam się,że jestem w ciąży,poprzez pierwsze chwile z dzieciątkiem,aż do chwili obecnej i do końca świata.Uśmiech i radość dziecka to najpiękniejszy prezent,jaki może dostać jego mama.Także i krzywda innych dzieci nigdy wcześniej mnie tak nie bolała.Będąc mamą inaczej patrzę na wiele spraw.Coś co raziło mnie kiedyś,teraz nie ma znaczenia,ale za to są sprawy,na które wcześniej nie zwracałam uwagi, a teraz stały się ważne.

Pozdrawiam i do usłyszenia,
baaaardzo szczęśliwa mama  :)