poniedziałek, 29 października 2012

Nie cierpię...

Witajcie:)

Oto dlaczego mogę kogoś nie / przestać lubić lub w najlepszym wypadku po prostu "tylko" się zdenerwować.


Nie cierpię kiedy (kolejność nie ma znaczenia):


1.muszę coś po kimś poprawiać
2.ktoś jest chamski
3.ktoś jest nieszczery wobec mnie (traci moje zaufanie praktycznie na zawsze)
4.ktoś nie wykazuje własnej inicjatywy i mimo że daną czynność wykonuje enty raz,trzeba jemu mówić,co ma zrobić
5.ktoś nagminnie narzuca mi swoją wolę (oprócz np.nauczyciela czy lekarza ;)
6.ktoś jest tak flegmatyczny,że mnie swoim sposobem życia zmęczy
7.ktoś nie ma powołania do tego,czym się zajmuje i przez to jest nieszczęśliwy i wredny dla osób,które korzystają z jego pracy
8.ktoś myśli tylko o czubku własnego nosa,o tym,żeby się nie zmęczyć
9.ktoś zachowuje się tak,jakby był u siebie (szczególnie za granicą, np.wydziera się po polsku na cały market)
10.ktoś za często przeklina,aby "upiększyć" swoją wypowiedź.

I znowu napisałam tylko to,co akurat przyszło mi do głowy.

A co denerwuje Was u innych?

MsDot24

niedziela, 14 października 2012

Kosmitka?!

Witajcie:)

Czy tylko ja:
1.piję coś z kubka z łyżeczką (nie wyjmuję jej,aby nie brudzić spodka,talerzyka,podkładki itp.)
2.lubię te osoby,których przeważnie nie lubi nikt
3.wolę spód bułki niż jej wierzchnią stronę
4.muszę mieć wszędzie porządek zanim zacznę czytać książkę,przeglądać czasopismo itp.,bo inaczej bałagan mnie rozprasza
5.nie lubię spać pod ścianą,wolę spać z brzegu
6.jestem domatorką,choć uwielbiam podróże
7.wolę się umyć,niż zjeść,czyli jedzenie nie jest najważniejsze
8.nie lubię zostawiać w domu wszelkiego bałaganu,czyli przeważnie wychodzę na ostatnią minutę albo i się spóźniam,zanim uda mi się wszystko ogarnąć
9.jestem pedantką i książki muszą być poukładane rozmiarami
10.po imprezie wolę pozmywać i położyć się później spać niż wstać nazajutrz i powitać stosy do zmywania.

To przyszło mi na teraz do głowy.Więcej grzechów nie pamiętam;)

Czy Wy też robicie coś inaczej niż wszyscy? ;)
Pozdrawiam,MsDot24

środa, 10 października 2012

Koszmary historii...

Witajcie!
Dzisiaj smutny post.Zastanawiałam się,czy w ogóle o tym pisać.Stwierdziłam,że jednak się z Wami podzielę tym,co mnie czasem dręczy.

Akurat wczoraj oglądnęłam kolejny program dokumentalny o obozach i znowu często nachodzą mnie myśli o dramacie wojny...O dramacie ludzi-tych malutkich i tych dorosłych.

Jeszcze niedawno przed południem przez przypadek obejrzałam program "Gdzie rosną poziomki". Poszukując fajnej bajki dla mojej maleńkiej córeczki,wspomniany tytuł wyświetlił mi się na pasku telewizora i wydał interesujący dla maluszka.Nie spodziewałam się, że włączyłam program dla mnie samej...

Był on głównie o losach starszej pani i starszego pana,których ojcowie zostali zabrani na komisariat w celu przedstawienia się nowej władzy.Przynajmniej taka była oficjalna wersja,którą przedstawiono rodzinie i samemu zabieranemu.To były ostatnie chwile tych wtedy małych dzieci spędzone z własnym ojcem.Ich ojców oczywiście zastrzelono i zakopano w zbiorowym dole w jakimś tam lesie na Białorusi.
Starsza pani opowiadała,jak dwóch mężczyzn przyszło po jej ojca o 4 nad ranem,że ubrał on mundur,że przy pomocy swej mamy założyła tacie na szyi swój złoty łańcuszek z medalikiem...Że miała wtedy 4 latka...Jak wspominała o śladach w swojej pamięci o tacie,o jego krokach,o tym,jak brał ją na ręce...
Gardło mi ściska i łzy napływają do oczu,gdy teraz o tym piszę.
A jej mama czekała na swego ukochanego,bo nigdy prawda o jego śmierci nie wyszła na jaw.Nadzieję miała do samego końca.
Starsza pani i pan pojechali na miejsce,gdzie zakopywano trupy,by odnaleźć miejsce,gdzie leżą kości ich ojców...Celowo nie używam słowa "pochówek",bo takiego ceremoniału należnego każdemu zmarłemu człowiekowi po prostu nie było.Wiadomo,ciała wrzucano do dołów jak psy-to też słowa z programu.

Za to wczorajszy nocny program opowiadał o dzieciach,które urodziły się w niewoli niemieckiej-w obozie...Jak udało im się znaleźć i odnaleźć po odzyskaniu wolności w neutralnej Szwecji,jak wspominają swoich rodziców,rodzinę,życie w obozie.Jak na archiwalnych filmach rozpoznają swe mamy...Właśnie te dokumenty-filmy i zdjęcia-robią na mnie największe wrażenie i pozostają w pamięci.Tak samo,jak wspomnienia z obozu.Jak dzieci zostawały odbierane mamom.Jak nie wierzyły w zagazowywanie ludzi,bo było to dla nich niewyobrażalne.

Historia,która nie powinna się wydarzyć nigdy i nikomu.Dawno temu postrzegałam wojnę jako zło,jako nastolatka brałam udział w wycieczce do obozu (na letnich koloniach) i oglądałam wszystko jak to w muzeum-coś takiego było,było to straszne,ale dopiero będąc żoną i mamą naprawdę to przeżywam.

Tak się cieszę,że żyję w spokojnym czasie.A jestem tylko trzecim pokoleniem powojennym.Moja babcia miała 9 lat,gdy wojna wybuchła.
Jak to dobrze,że udało się przeżyć tylu osobom,że jeszcze żyją i chcą nam o tym opowiadać.

Za sprawą mojej córeczki nie byłam niestety w stanie obejrzeć żadnego programu dokładnie.Szkoda,bo na lekcjach tylko się o tym wspomina.

Czy Wy też macie taki niedosyt wiedzy na temat historii ludzi,których wojna dotknęła?

MsDot24

poniedziałek, 8 października 2012

W wolnym czasie...(kiedy to było?;)

Witajcie:)
Dzisiaj opowiem Wam o jednej z ulubionych czynności, którą wykonuję w czasie wolnym-a mianowicie o czytaniu.
Ostatnią książką, którą przeczytałam (wstyd się przyznać) od deski do deski byli "Krzyżacy" Sienkiewicza. Byłam wtedy w ciąży i miałam dużo wolnego czasu:)Postanowiłam też wtedy wziąć byka za rogi i w końcu przeczytać to,co wcześniej (w czasach o mój Boże!..podstawówki) zniechęcało mnie po pierwszych stronach.Samego autora,a właściwie jego dzieła,bardzo lubię,np. "Quo vadis",czy "Ogniem i mieczem". "Krzyżaków" spisałam już kiedyś na straty,ale się zawzięłam i przeczytałam-oczywiście nie żałuję,bo książka jest faktycznie godna polecenia.
Tylko nie w szkole podstawowej,a to ze względu na staropolszczyznę,która nawet dla mnie,dorosłej kobiety,była momentami niezrozumiała.Na szczęście w tym wieku potrafię już ominąć,to co niejasne i brnąć dalej,wyobrażając sobie to (bardziej lub mniej trafnie),co autor miał na myśli.
Jest jeszcze jedna książka Sienkiewicza,która czeka na swój czas:"W pustyni i w puszczy". I znowu pierwsze strony mnie zniechęcały, miałam kilka podejść,ale odpuszczałam (może przerwy były za długie i zawsze musiałam zaczynać od tego feralnego dla mnie początku...). Mam także zamiar stawić jej pewnego dnia czoła;)
Tak już mam,że książka potrafi mnie zainteresować lub zniechęcić skrótem na okładce lub pierwszymi dwoma,trzema zdaniami.
 
Od dłuższego czasu (prawie dwa lata!) próbuję przeczytać kolejną książkę,która jest z kolei interesująca od pierwszych zdań.Jednak tym razem to brak wolnego czasu jest przeszkodą.Gdy ją przeczytam,to na pewno wspomnę o niej w jednym z moich postów.

A czy Wy też macie takie pozycje w literaturze,którym daliście prawdziwą szansę (mam cichą nadzieję,że tak:)?

Pozdrawiam i do usłyszenia!
MsDot24

wtorek, 2 października 2012

Miłe zaskoczenie:)

Witam!
Moje dziecię właśnie ma drzemkę, podobnie jak mój mąż:) A ja mam chwilę, żeby postukać w klawiaturę.Właśnie otrzymałam dwa komentarze od jednej z blogerek (nie mogę jeszcze napisać, że czytelniczki, bo mogłoby to być określenie na wyrost;), które to bardzo mnie ucieszyły i miło zaskoczyły.Nie spodziewałam się, że ktoś "mnie" czyta, a tym bardziej, że poświęci swój cenny czas na komentowanie. Friday - jeszcze raz Ci w tym miejscu dziękuję:)
Jak na razie, to otrzymuję dziś same miłe wiadomości: rano od lekarki, że moja córeńka jest już prawie zdrowa (miała zapalenie gardła plus katar i trochę kaszlu), dodatkowo zaczęła chodzić-hurra! i jeszcze telefon, że mam jutro iść na próbę do pracy, o którą się dziś ubiegałam. A do wieczora jeszcze trochę czasu;)

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających i życzę Wam także fajnego dnia!
MsDot24